Pora w mojej prezentacji przejść do dalszych rozważań dotyczących tej wybitnej sylwetki. Następny reportaż mistrza, który chciałbym poddać analizie to „Heban”. Napisany w 1998 roku, a zawierający zapiski z tak intrygującej go Afryki. Na jego wstępie podkreśla jednak, że rzeczą niemożliwą  jest opisanie tak dużego kontynentu – istnego oceanu, osobnej planety, różnorodnego i przebogatego kosmosu  jakim jest Czarny Ląd. Co więcej, wysuwa zaskakujące czytelnika stwierdzenie, że Afryka po prostu nie istnieje. Jest to tylko i wyłącznie nazwa geograficzna, ponieważ nie da sie tym jednym, Uproszczonym słowem wyrazić jej natury. Kiedy wypowiadamy słowo „Afryka”, pojawia sie zbyt wiele znaków zapytania, czarnych plam. Jedyne, co przychodzi nam – Europejczykom na myśl, to stereotypowe obrazy przedstawiające „głód, dzieci wyglądające niczym żywe szkielety, suchą spękaną ziemię, slumsy w mieście, rzezie ludności, AIDS, tłumy uchodźców bez dachu nad głowa, bez odzienia, bez lekarstw, wody i chleba. Kapuściński jednak przez swoją wnikliwość, wprawne oko i ciekawość, przekonał sie o tym, że Afryka to o wiele, wiele więcej. I to właśnie stara sie przekazać odbiorcom Hebanu. Na ponad trzystu stronach książki opisuje swoje afrykańskie wyprawy, pełne niebezpiecznych przygód, swoje obserwacje, dociekania, badania, by nagle, pod koniec powiedzieć, że to, co opisał jest jedynie fragmentem jego zmagań z odległym kontynentem. Autor daje więc obiektywny obraz Czarnego kontynentu, jest to miejsce ogromne i pełne sprzeczności, trudne do ogarnięcia dla przeciętnego Europejczyka.